W Rumi, tuż obok dworca SKM, mieszkały dwie przyjaciółki: Kasia i Monika — obie blondynki, obie pełne energii, ale razem potrafiły stworzyć chaos większy niż remont na ulicy Sobieskiego.
Pewnego dnia postanowiły, że czas „żyć zdrowo”, więc wybrały się na poranny jogging. Problem w tym, że żadna z nich nie miała orientacji w terenie. Kasia włączyła więc w telefonie aplikację, która miała je prowadzić.
Po pięciu minutach biegu aplikacja oznajmiła:
— Skręć w lewo.
Dziewczyny posłusznie skręciły… prosto na parking pod Auchanem.
— To chyba nie jest ścieżka biegowa — zauważyła Monika, mijając wózek sklepowy.
— Może nowa — odparła Kasia z pełną powagą.
Aplikacja znów przemówiła:
— Kontynuuj prosto.
Po chwili znalazły się przy wejściu do sklepu, a automatyczne drzwi otworzyły się przed nimi jakby zapraszając:
— No to chyba znak — stwierdziła Monika.
I tak ich „poranny jogging” zakończył się… w dziale ze zdrową żywnością, gdzie kupiły smoothie, orzechy i — dla równowagi — paczkę chipsów.
Od tamtej pory mówią wszystkim, że biegają „regularnie”, ale tylko po trasie certyfikowanej przez ich ulubioną aplikację: Rumia–Auchan–Rumia.